PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe - News: Musky z Narwi
Aby w pełni korzystać z serwisu należy się zarejestrować.
Można to zrobić
TUTAJ
Zapraszamy na PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe
Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!

Październik 2019
Łowca Ryby Miesiąca
km73

PikeFinder

Wszystko o szczupaku

Ostatnio dodane fotki

Wypad na szczupaki
woblery
VIII zlot PF

2018
Łowca Ryby Roku
Damian Powęska

PikeFider

Strony partnerskie



Translate

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Aktualnie na stronie

· Goście: 4

· Użytkownicy:


· Łącznie użytkowników: 1,277

· Najnowszy użytkownik: Woszczu

Stop sieciom w PZW



Złóż życzenia urodzinowe

Musky z Narwi

Pobudka. Jeszcze ciemno. Szybka kawka, bo w sumie już powinno mnie tu nie być. Co z tego, kiedy nie można wybyć z domu bez codziennego rytuału - przybiciem "piątki" moim chłopakom przed ich wyjściem do szkoły.

Piję kawę, próbuję coś zaplanować. Dmucha bez litości. Gdzieżby tu zaatakować? Po tym, jak wczorajsza fala o mało nie wywróciła mi do "góry kołami" mojej pychówki, kiedy wracałem ze swojego tajnego bajora, jedyną rozsądną opcją wydaje się być Zakole na Ośrodku. Tak, jest w dole i do tego otacza je las. Na pewno coś już weszło, bo w weekend żywczarze na pewno wszystko wybrali.

Jakaś krzątanina dobiega moich uszu, znaczy moje "orły" wstały. Zerkam za okno. Brrr...Dziś wrzucę nadkompletowy polar, bo ciepło to na pewno nie będzie. Spakowany wychodzę z domu, a tu niespodzianka. Zmasowany atak zimy!!! Nie jakieś tam pitu, pitu!!! Takiej śnieżycy nawet taki narwaniec jak ja nie przetrzyma!!! Nie ma mowy. Wymiękam ...

Kręcę się po domu. Ciągnie mnie nad wodę jak nigdy, ale wyszło tak, że muszę być na miejscu. Przeglądam klamoty. Nasmarowałbym łożysko kabłąka. Powinienem był to zrobić już z tydzień temu. Czekam. W końcu wraca żoncia! Decyzja. Lecę!

Po 16.00 poćwiczę "po widoku". Mam zamiar zostać trochę dłużej, więc pakuję latarkę czołówkę. Żonka odwozi mnie nad wodę.

- Odbierzesz mnie na telefon. Jakbym się nie odezwał do 23.00 to przyjedź tu, gdzie mnie zostawiłaś - rzucam na odchodne.

Idę na miejscówkę. Miałem racje. Wszędzie fale, ale w zakolu spokój. Wiatr nawet wywiał wszelki syf z powierzchni, który często lubi tu pływać. Nie spieszę się, obserwuję wodę i rozwijam sprzęt. Jest dobrze. Coś przegoniło drobnicę w zastoisku. Jeszcze chwila i sytuacja powtarza się ponownie. Widzę nawet wyraźne chlapnięcie ogonem. Może nie byk, ale wymiar pewnie ma. Jak zwykle pozostaje pytanie o bohatera tej zabawy. Kaczor, boleń??? Przy takiej pogodzie i porze dnia równie dobrze może to być sandacz.

Oddaje dwa rzuty zwijane nieco szybciej. Liczę po cichu na bolenia, który ostatnio zameldował mi się na wędce. Drobnica rozpierzcha się praktycznie w tym samym miejscu gdzie wcześniej.

- Przytrzymałabyś mi w końcu jakąś rybę - rzucam standardowo w głos do topielca, którego miałem wątpliwą przyjemność wyciągnąć tu wiosną.

Rzut. Opad. Nic. Drugi rzut w to miejsce. Guma opada i nagle strzał!!! Odjazd, jakieś 10m i ogromny szczupak wyskakuje nad powierzchnię! Nie jest to przysłowiowa świeca. Ten jegomość wyskakuje niczym delfin na pokazie!

Kolana mi siadają, Według wszystkich obowiązujących praw nie dysponuję dziś sprzętem odpowiednim do wyjęcia tej ryby. Trzymam tylko kij i czekam na rozwój wydarzeń. Kołowrotek gra hit sezonu 2012, a Kaczor dzięki bogu nie wieje na wodę, tylko kręci się w klatce. Po jakichś 20 minutach ryba troszeczkę się uspokaja. Wyciągam telefon i dzwonię do kumpla.

- Dawaj. Mam poważną metrówę. Sam mogę nie dać rady!!! - krzyczę do słuchawki.

Mamuśka odżywa. Zaczyna szaleć, a mi komóra w kieszeni rąbie bez litości. Dłuższą chwile później ryba się odrobinę uspokaja. Odbieram i słyszę:

- K^rwa gdzie jesteś? !!!

To głos kumpla, któremu z emocji jakoś nie sprecyzowałem gdzie jestem. Toż Narew to Narew - śmieję się sam do siebie.

Mamuśka jest już praktycznie zmęczona. Pompuję ją do siebie. Już ją widzę, ale ona ani myśli się wyłożyć. Idzie opornie. Mam ją już prawie w zasięgu ręki. Nie wierzę w to, że jest taka spokojna. Hamulec luzuję na maxa, a żyłkę blokuję tylko paluchem o blank. Włażę do wody po łydki. Już mam ją w zasięgu. Niby tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Chwyt pod skrzela i odrzucam za siebie kij. Wynoszę rybę na brzeg. Jestem szczęśliwy.


118 cm i 12,8 kg


Wydaję z siebie dźwięk, jakby murzyn z ogromnym przyrodzeniem uraczył mnie swoją wizytą w jakiejś amerykańskiej, więziennej celi.

Dobija kumpel.

- Już z daleka słyszałem, że się nie spiął - rzuca na przywitanie.

Ja go wyrwałem, ja sam!!! Moja radość nie ma końca. 132-ga wyprawa tego roku. Nie ważne, że łamałem kije w bobrowych jamach!!! Nieważne to, że populacja nadnarwiańskich komarów ma się świetnie dzięki mojej krwi. To wszystko jest dziś nieważne!!! Ważny jest tylko triumf!!! Mój triumf!

Waga elektroniczna wariuje w okolicy 12,80 kg. Miarka wskazuję 118 cm
Zanurzam go w Księżniczce. Dochodzi do siebie. W tej samej chwili podchodzi okoliczny mięsiarz. Wytrzeszcza gały, a ja rzucam mu prosto w oczy:

- Widzisz pierdzielcu. Te trzydziestki, które zabierasz dorastają do takich właśnie rozmiarów!!!

Ryba w tym momencie macha ogonem i odpływa w toń...

Towarzysz moich wędkarskich wypraw rzuca na koniec:

- Zaimponowałeś mi dziś stary!!! Bywam z Tobą sto razy w roku na rybach, a dziś cholernie żałuję, że nie byłem od początku...

Ps . Niestety nie dysponuję dobrymi fotkami z tego połowu . Mam tylko te dwie które już wrzuciłem na PF i dodatkową to która robi teraz u mnie za awatar ...


Tekst i zdjęcie: Bogumił Trzcinka

Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Brak uprawnie

Zaloguj si aby widzie komentarze

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Wygenerowano w sekund: 0.03
12,349,573 unikalne wizyty