PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe - News: Wrześniowa sobota na rybach
Aby w pełni korzystać z serwisu należy się zarejestrować.
Można to zrobić
TUTAJ
Zapraszamy na PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe
Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!

Październik 2019
Łowca Ryby Miesiąca
km73

PikeFinder

Wszystko o szczupaku

Ostatnio dodane fotki

Wypad na szczupaki
woblery
VIII zlot PF

2018
Łowca Ryby Roku
Damian Powęska

PikeFider

Strony partnerskie



Translate

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Aktualnie na stronie

· Goście: 2

· Użytkownicy:


· Łącznie użytkowników: 1,277

· Najnowszy użytkownik: Woszczu

Stop sieciom w PZW



Złóż życzenia urodzinowe

Wrześniowa sobota na rybach

Sobotnie popołudnie; szykujemy się na ryby- wciąż zastanawiam się jaki sprzęt wziąć. Na łowisku są zarówno ładne szczupaki- choć z reguły trafiają się z rzadka, jak i okonie, które też zbyt często nie biorą. Pytam Szpadla:

- Na co się ustawiasz??
- Ja, na okonia, biorę kijek do 18gram i 0,16 żyłka, a Bindusiowi znowu daje swego szczupakowego Ugly Sticka.
- Hm, to ja na wszelki wypadek wezmę jednak nieco mocniejszą okoniówkę- Best Mastera do 21 gram.

I właściwie już go spakowałem, ale tak sobie patrze myślę, na Twin Powerze przykręconym do kija mam żyłkę 0,18.... a jak trafi się jakiś fajny szczupak?? Nie, chromolę zmieniam szpulę, na drugiej mam nawiniętą 0,13 PP. Chłopaki się wkurzają bo opóźniam wyjazd, ale właściwie dlaczego mamy się śpieszyć?? Dowiązuje jeszcze przypon do 10kg- a co tam- okoń jak ma wziąć to i tak weźmie, wybieram przynęty tak aby w jednym pudełku mieć pół na pół- okoniowe i szczupakowe, i w drogę.
Po drodze zabieramy jeszcze Kazia - miejscowego wędkarza i naszego przewodnika, który zna ta wodę jak mało kto. Dojeżdżamy na miejsce, nakładamy woderki, po paczce przynęt do kieszeni, jeszcze tradycyjny papierosek, i hajda.

Ja zakładam na agrafkę blachę, którą zrobił mi Paweł, "wobler" wg mojego wzoru. Nigdy się tym nie chwaliłem, ale jest REWELACYJNA. Pierwszy rzut; trzymam opadającą blachę na napiętej plećce- bach- uderzenie, nie zaciąłem, dwa obroty korbką- kolejne walniecie, ale teraz byłem już czujniejszy- wyciągam 50taka. Myślę sobie - ciulowo - zawsze tak mam, albo mi się tak wydawało, że jeżeli złowię w pierwszym rzucie rybę, to potem często jest klęska do końca dnia. Wypuszczam skróta do wody i poprawiam dokładnie w to samo miejsce. Kilka ruchów korbką i znowu te dobrze znane i super przyjemne uczucie- przywalił- większy.

Idzie mi na hamulcu- ale nie aż tak bardzo- kijek fajnie pracuje, nie śpiesząc się podciągam go do siebie. Kazio bez słowa zatacza rękaw i próbuje go podebrać, jak tylko go dotknął szczupak dostaje "szwungu" - taka około 80cm, i dopiero teraz zaczął mi wariować i wyjeżdżać na hamulcu- trochę go podciągam, a Kazio biega za nim po wodzie i próbuje go wsiąść ręką- straszna amatorka. Oczywiście w końcu szczupak oplótł linką Kaziowi nogi - wyskoczył z wody na sztywnej plećce- machną dziobem i blacha wyskoczyła mu z pyska. Nie przejmuje się tym wcale, bo to był dopiero drugi rzut. Ale nauczony doświadczeniem przykręcam hamulec- a co tam; sprzęt wydaje się względnie mocny, nie będę się z nimi pieścił bo je potracę.

W trzecim rzucie znowu ryba, tym razem kołowrotek nawet nie zadraczał - szybki siłowy hol i zanim zębacz się zorientował miałem go już w ręku. Odpinam go i na agrafkę - bo obiecałem mamusi rybkę. Jak się potem okazało miał 63 cm. W czwartym rzucie wyciągam takiego około 55cm, ale wypuszczam go, bo jeden mi wystarczy. No i wydawało by się na razie na tyle- przynajmniej z tego miejsca, skończyły się uderzenia brania. Nic... A najciekawsze, że Kazio, który cały czas stał obok mnie, nie zanotował na swoją Algę chyba nawet puknięcia, więc jak to wytłumaczyć? Kwestia przynęty, którą dał mi Paweł?

No i niestety po którymś rzucie stało się- urwałem blachę. I to chyba ostatnią. A na pewno jedyną, która miałem przy sobie.

Wędkujemy dalej, zmieniamy miejsca, chodzimy cały czas wodą ponad nadbrzeżną roślinnością, przyławiam jakieś "sikuty", kilka okonków- nic godnego uwagi. Po raz kolejny otwieram swoje pudełeczko w celu kolejnej podmiany, i przyglądam się na żółtą trzy-calową gumę Ga-ma na 6-ścio gramowej główce - tak przypomniał mi się poprzedni dzień-(dla przypomnienia; 104cm na taka właśnie gumę) uśmiechnąłem się sam do siebie i przyczepiłem ją do przyponu. Wyrzuciłem ją oczywiście jak najdalej mogłem, i wolno ciągnąłem przy dnie delikatnie podrywając, i mniej-więcej w połowie drogi do mnie - na skraju grążeli POTĘŻNE PRZYTRZYMANIE, ale nawet przez chwile nie pomyślałem o zaczepie- wiedziałem że to ryba, choć nie miałem pojęcia o jej wielkości- te małe szczupaki były w tym dniu dość agresywne. Na szczęście tylko wydawało mi się, że hamulec dokręciłem na maxa (był dokręcony prawie na maxa), bo ryba zaczęła robić potężny odjazd, kij wygiął się niemiłosiernie, ale to mój kij okoniowy, więc nie wiedziałem jeszcze na co go stać (teraz wiem już co to znaczy zapas mocy Cool) i z naprawdę mocno dokręconego hamulca zaczęła wyjeżdżać plecionka. Niesamowite uczucie, chociaż prawdziwy szok przeżyłem jak zobaczyłem wir, jaki powstaje od wachlowania ogonem - miałem go na płytkiej wodzie. Dokładnie widziałem, w którym miejscu żółta plecionka tnie wodę i zobaczyłem, w którym miejscu musi znajdować się ogon ryby.

- O *****- chłopaki !!!!

Wtedy Szpadel, Bindus, i Kazio zaczęli do mnie iść, a On szalał; wciąż zmieniał kierunki wyjazdu, podnosiłem kij maksymalnie do góry, żeby trzymać Go przy powierzchni i nie pozwolić mu pójść w dno całe usłane korzeniami grążeli i drzewami zwalonymi przez bobry, jak na zbawienie czekałem na podejście chłopaków, myślałem że we czterech coś poradzimy. W pewnym momencie szczupak minął mnie i poszedł w brzeg, brzeg pełen zwalonych drzew- pierwszy doleciał Szpadel, zaczął wyganiać Go z gałęzi, gdzieś się przyblokował.

- Kurde poszedł- wręcz krzyczy Radek.
- Nie, wciąż Go czuje na kiju...

Wyskoczył jakoś z korzeni, chciał wejść z powrotem na środek jeziora, ale był już osaczony przez nas czterech- kręcił się to w tą, to w tą stronę, jednak nie potrafił wybrać żadnego konkretnego kierunku i to Go chyba zgubiło. Najpierw Szpadel przycisnął Go do brzucha- wyrwał mu się i odwalił świecę.

- Błagam, nie spier*** tego Szpadel !! - krzyczę

Chłopaki zwolnili trochę tempa z próbą podebrania, ryba też była coraz słabsza- krąg się zamykał. Radek jakoś wsadził mu rękę od dołu po dziób, Binduś doleciał i wziął Go za tylną część- razem przydusili Go do woderów i zaczęliśmy Go wynosić na brzeg- bardzo paskudny w tym miejscu brzeg- mocno zarośnięty, usłany powalonymi krzakami i drzewami. Już jest nasz, leży podskakuje, wirga się ale jego szanse już się skończyły.

-Dawać miarkę!! - krzyczę.

Szczupak jest wyjątkowo duży i gruby, sprawia wrażenie dużo większego od tego wczorajszego.

-120cm!!- krzyczy Szpadel nie wyjmując nawet miarki.

Ale przykładamy metrówkę, napinamy ją bardzo się do tego przykładając i do końca ogona pokazuje nam 107cm.




Dopiero teraz popatrzyłem na Szpadla- cały zalany krwią- wodery całe czerwone, a z lewej dłoni płynęła mu krew.
Dziękuje Radek. Oczywiście narobiliśmy tyle szumu, że zleciało się do nas jeszcze dwóch wędkarzy - jeden nawet miał normalny aparat i zrobił nam zdjęcie - wysłał je mailem do Szpadla.... Ale fart- dzień po dniu....

Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Brak uprawnie

Zaloguj si aby widzie komentarze

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [4 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]

Wygenerowano w sekund: 0.03
12,349,511 unikalne wizyty