PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe - News: Dlaczego "Apetyzer"? Część I
Aby w pełni korzystać z serwisu należy się zarejestrować.
Można to zrobić
TUTAJ
Zapraszamy na PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe
Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!

Sierpień 2019
Łowca Ryby Miesiąca
Kamil Zaczkiewicz

PikeFinder

Wszystko o szczupaku

Ostatnio dodane fotki

kleń
Pike 97cm
Pike 105cm

2018
Łowca Ryby Roku
Damian Powęska

PikeFider

Strony partnerskie



Translate

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Aktualnie na stronie

· Goście: 1

· Użytkownicy:


· Łącznie użytkowników: 1,267

· Najnowszy użytkownik: DTCP

Stop sieciom w PZW



Dlaczego "Apetyzer"? Część I

O tym jak zostałem testerem


Myślę, że każdy wędkarz, który niejedno już widział i nie nie jednego kija połamał, ma swoje przyzwyczajenia i nie jest zbyt skory do nowości. Bynajmniej i mnie życie nauczyło podchodzić do wędkarskich wynalazków bez entuzjazmu. Handlowcy dobrze wiedzą, że zapalony wędkarz, by osiągnąć sukces, gotów jest założyć na haczyk dosłownie wszystko! Tymczasem często sekret prowadzący do wymarzonej życiowej ryby może okazać się zwykłą drobnostką, banalnie prosta sprawą! I co ciekawe, potem nagle okazuje się, że właściwie nie jest to żaden sekret! Tak naprawdę wszyscy to od dawna wiedzą, lecz nie każdy docenia. Na przykład, wszyscy wiedzą, że ryby nęci się zapachem. I nikomu nie ma potrzeby tego tłumaczyć i wyjaśniać. Ktoś powie, że przy metodzie stacjonarnej, gdzie najpierw nęci się łowisko, a następnie podaje przynętę, to ma sens. Ale w spinningu? Sprawa wątpliwa. Niektórzy wręcz twierdzą, że to absurd! Hmm. Może i dobrze, że takie panuje przekonanie. Może dzięki temu przekonaniu w naszych wodach pływa jeszcze kilka rybek. Uważam, że wątpliwości nie biorą się z przemyśleń, ani z doświadczenia, ale z faktu w jaki sposób przynęty spinningowe działają na zmysły drapieżnika. Wiadomo, że poprzez efekt wizualny i falę hydroakustyczną. Bo rzeczywiście, błystki spinningowe potrafią takie cuda czynić! I generalnie to wystarcza, by nimi łowić. A czy zdarzyło się komuś, po wielu godzinach bezlitosnego biczowania wody, wrócić do domu ze spuszczoną głową? Bo mnie nie raz. Ale zdradzę Wam jedną ze swoich tajemnic. Było to dawno temu, zanim pojawiły się w sklepach atraktory do spinningu. Odkryłem przypadkowo pewne zjawisko, które natychmiast stało się moim sekretem.

Pewnego razu, polowałem ze spinningiem na szczupaka. Po zacięciu i wyholowaniu, odpiąłem nieco już zmasakrowaną błystkę i rzuciłem w trawę. Zapiąłem nową . Ale szczupaki jakby wymiotło! Po pewnym czasie pomyślałem sobie, że pewnie ta stara błystka była bardziej szczęśliwa? Więc zapiąłem ją na powrót. Zanim rzuciłem, obejrzałem ją dokładnie by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Podostrzyłem groty kotwiczki i trochę wyprostowałem. Była sprawna. Jedynie strasznie brudna od przyschniętej zakrzepłej krwi i rybiego śluzu. Nie chciało mi się tego czyścić i myć. Więc rzuciłem taką, jaka była. Plusnęła we wodę i zacząłem ją prowadzić. Powoli, metr po metrze. Ciężkie przygięcie kija odebrałem jako zaczep zielska. Szarpnąłem by wyrwać błystkę z zaczepu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy owe zielsko zaczęło wyrywać mi kij z ręki.
W pierwszej chwili chwyciłem kij oburącz w obawie by go nie stracić. Bo jeszcze nie zdawałem sobie sprawy co się dzieje. Ale gdy ten ciężar zaczął odjeżdżać w siną dal, zimny pot wystąpił mi na czoło. Z lękiem zerkałem na szpulę, z której co raz to więcej żyłki ubywało. Wskoczyłem na pobliski głaz i poniosłem kij tak wysoko jak tylko było to możliwe. Po chwili ryba stanęła...
Szczupak był rzeczywiście okazały! Od tej pory, nigdy już nie oczyszczam błystek po wyholowanej rybie. Mało tego, staram się aby jak najwięcej zapachu na niej zostawało. A i powrotów o kiju od tamtej pory jakoś mniej...

Nie było to wcale tak, że nagle doznałem olśnienia. Nie, nie. Do przekonania dochodziłem powoli, podczas kolejnych wypraw na szczupaki. Gdy w sklepach pojawiły się atraktory do spinningu, pomyślałem że mój sekret zna już cały świat. I przyznam, że byłem tym faktem nieco rozczarowany. Bo oto okazuje się, że to nie ja jestem pionierem i odkrywcą!

Mało tego. Któregoś dnia na zalewie w Gołuchowie spotkałem wędkarza ze spinningiem, który również używał atraktora. No i mieliśmy wspólny temat. Tym bardziej, że on używał specjalnych ripperów przywiezionych z Ameryki i wyposażonych w gniazdo z przodu gumy, w które wkładało się naboje z atraktorem. Na koniec naszego spotkania, podarował mi paczkę tych gum wraz z nabojami.
Oczywiście nie omieszkałem wypróbować. I muszę przyznać, że działały lepiej niż gumy smarowane naszymi rodzimymi atraktorami.

Gumy wkrótce się zużyły. Pozostało mi jedynie kilka naboi.



Postanowiłem je zatrzymać sobie jako wzorzec zapachu. Ale w handlu nie spotkałem podobnych atraktorów. Dziwne. A najdziwniejsze, że na przykład łowiąc blachą na atraktor z nazwą "Szczupak", złowiłem węgorza!
Podjąłem więc próby, by domowym sposobem sporządzić atraktor o podobnej nucie zapachu jaka była w tych amerykańskich nabojach. Nie było łatwo. I tak naprawdę nigdy mi się to dokładnie nie udało. Szczerze mówiąc, więcej było niepowodzeń podczas prób, niż warte moje wysiłki. Rezygnowałem więc, ale nie poprzestawałem o tym myśleć. I znów podejmowałem próby. W końcu po kilku latach zadziałało. Chociaż zapach i tak nie jest identyczny ze wzorem, ale działa lepiej niż atraktor kupiony w handlu. Myślałem też , jak zrobić takie naboje, jak te amerykańskie. Ale to już było ponad moje siły. Zniechęcałem się. Bo w używaniu atraktora jest problem. Otóż, przynęta posmarowana atraktorem, praktycznie po uderzeniu o wodę traci go bardzo szybko. Zwłaszcza na blachach. A tym bardziej w okresie letnim, gdy temperatura wody jest podwyższona. Więc nic dziwnego, że gdy zobaczyłem Apetyzer, natychmiast przykuł moją uwagę. I gdy dokładniej obejrzałem to cudeńko, od razu pomyślałem:
- To jest To!



Rzecz banalnie prosta , ale jakoś nikt wcześniej na taki pomysł nie wpadł?

Kilka miesięcy temu, firma produkująca dozowniki atraktorów pod nazwą Apetyzer ogłosiła nabór na testerów. Od razu pomyślałem, że to coś dla mnie. Przecież od lat grzebię się w tym temacie. Zgłosiłem się bardziej z ciekawości i chęci wypróbowania, niż atrakcji związanych z udziałem w konkursie. Nigdy przedtem niczego publicznie i na poważnie nie testowałem. I nie mam doświadczenia. Nie posiadam też kamery, by robić fajne filmiki. I ze swoim starym aparatem fotograficznym też mam ciągle problemy. Więc raczej moje relacje z testów, nie będą zbyt atrakcyjne. Zresztą nie lubię konkursów. Ot, takim jestem dziwakiem i już! Po prostu, to nie dla mnie.

Mój entuzjazm do testowania przygasł, gdy dowiedziałem się , że zostałem naprawdę zakwalifikowany... Nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Ocenić kołowrotek lub kij spinningowy chyba o wiele łatwiej. Ale gorzej z przynętami, na to trzeba czasu, a tego też za wiele nie mam, bo przecież trzeba pracować. Do tego jeszcze termin - okres zimowo wiosenny, w którym wiele gatunków ryb odbywa tarło. I także szczupak, który jest moim celem.
Teraz dopiero zdałem sobie sprawę jak trudnego zadania się podjąłem. Po analizie sytuacji stwierdziłem, że i tak nie jestem w stanie wypełnić całego programu testów w terminie. Trudno. Postanowiłem, że zrobię po swojemu i po prostu tylko to co w mojej mocy i na ile mi wystarczy czasu.



W tym miejscu, wypadałoby zrobić obszerny opis produktu, oraz podać przykłady sposobów montowania Apetyzera. Sądzę jednak, że najlepiej, gdy każdy zainteresowany sam sobie wybierze lub wymyśli własny sposób zakładania go na przynętę. Budowa Apetyzera jest bardzo prosta i nie wymaga specjalnego szkolenia. Wystarczy kupić i używać, zresztą, na opakowaniu jest krótka instrukcja.



Polecam także, odwiedzić firmową stronę www.apetyzer.com, bo najlepsza informacja oczywiście - u źródła. Zachęcam też do obejrzenia załączonej na stronie prezentacji filmowej. Można tam znaleźć naprawdę wiele cennych informacji. Odsyłam po informacje do źródła dlatego, że celem mojego artykułu nie jest opis produktu, ale sprawdzenie użyteczności i skuteczności Apetyzera, jako nośnika atraktorów zapachowych, wabiących drapieżnika z większych odległości.
Od siebie mogę jedynie dodać, że projektant Apetyzera trafił kolorystyką idealnie w dziesiątkę.



W zasadzie te trzy kolory wystarczają i stanowią dodatkowy efekt wabiący, ale może przydało by się jeszcze kilka, na przykład biały? To pewnie tylko kwestia przyszłości. Wracając więc do głównego kierunku tematu ułożyłem plan, którego celem jest połów szczupaka przy użyciu Apetyzera i jednocześnie bez, aby móc wyodrębnić, która metoda jest skuteczniejsza.
W tym celu :

1) Wybrałem dwa wędziska by móc na przemian łowić jednym lub drugim, używając na jednym kiju Apetyzera, a na drugim wędzisku używać przynęt w sposób tradycyjny.

2) Dobór przynęt. Dla dobra testu, oraz podkreślenia, że chodzi tu wyłącznie o sprawdzenie przydatności Apetyzera, czy rzeczywiście jego zastosowanie w przynętach spinningowych podnosi ich skuteczność, zrezygnowałem z przynęt aktualnie uznawanych za najbardziej łowne. Wybrałem przynęty pospolite.

Na początek klasyczne blachy wahadłowe.



Oczywiście, przygotowałem je parami, aby móc używać tych samych rodzajów przynęt w celu porównania skuteczności. A że najbardziej popularna wśród spinningistów jest guma, jako rezerwową wybrałem rippera. I również tak samo jak blachy, starałem się dobrać kompletami.



Inne rodzaje, jak woblery lub obrotówki, które są mniej uniwersalne i służą raczej do zadań specjalnych, odłożyłem na bok. I tak nie zdążyłbym przetestować wszystkiego w terminie.

Ale nic nie szkodzi. I tak będą wypróbowane, tyle tylko, że później. I będzie to moje zadanie na cały rok, aż do następnej wiosny.



Każda z tych przynęt będzie stosowana we współpracy z Apetyzerem W zanadrzu są przynęty: jesienne, na wietrzną pogodę i do połowu w nocy oraz "startbajty", których działania jestem bardzo ciekaw.

Natomiast, odnośnie przynęt gumowych, chciałbym zauważyć, iż mają one fabrycznie ohydny zapach i już z daleka capią stoiskiem wyrobów chemicznych. Nie wiem z jakich komponentów są robione i czy ta ostra woń chemikaliów, którymi są nasycone, odpowiada rybim gustom? W smaku pewnie też nie przypominają ryby. Przecież te rozpuszczalniki, którymi są nasycone, potrafią rozpuścić plastikowe pudełko. Wystarczy położyć i zostawić na kilka dni taką gumę na kawałku styropianu, a po tygodniu wypali w nim dziurę (zróbcie taki test i przekonajcie się).
Czy nie lepiej aby taka guma swoim zapachem i smakiem przypominała rybkę lub przynajmniej coś co nadaje się do jedzenia?

3) Atraktor. Ten zdecydowałem sporządzić według własnej recepty i zrezygnowałem z gotowych, które można nabyć w handlu.



Chcę mieć pewność, że specyfik zapachowy będzie odpowiedni na szczupaka. Mnie jakoś sama etykietka na opakowaniu z napisem "Szczupak" nie przekonuje. Do zwykłych kaloszy, też można przykleić etykietkę z nazwą "buty wędkarskie", albo "buty karpiowe" i też się sprzeda.

4) Łowiska i czas testu. Tu przemyślałem, że test będę przeprowadzał wyłącznie w jednej miejscówce i o tej samej porze dnia. Co do pory dnia, sprawa prosta, bo oczywiście w grę wchodzi czas wolny po pracy. A więc godziny przedwieczorne. Trochę gorzej było z wybraniem miejsca na testy. Oczywiście w rachubę wchodziło tylko moje klubowe jezioro. Dlaczego? Bo jedynie tam mogę legalnie łowić w sezonie zamkniętym do wędkowania (normalnie okres ochronny i zakaz wędkowania jest od 15 marca do 15 czerwca). No i mam niedaleko, bo około pięciu minut samochodem. Jezioro już trochę znam, bo łowię tam od pięciu lat, ale z wybraniem miejscówki nie było łatwo. Pierwsza myśl padła na miejscówkę, którą nazywam "Zatoką topielców". Tam zawsze stoi gruby szczupak! Jednak po przemyśleniu zrezygnowałem z uwagi na spore głębokości. Szczupaki po tarle powinny się raczej kręcić w nieco płytszych miejscach. I do tego jeszcze zbyt odkryte i naświetlone po ostatnim wykarczowaniu lasku przez Urząd Miasta.
A może "Przystanek zimorodka" na południowej stronie? Tam jest dość płytki i spory blat z uskokiem. Zawsze tam było sporo wiosennego szczupaka. Nie! Za blisko osiedla. Nie lubię towarzystwa na rybach (najchętniej wtedy założyłbym koszulkę z napisem na plecach: "nie biorą, nic nie złowiłem i w ogóle małomówny jestem").
Praktycznie całe jezioro sprawdziłem dookoła. Miejsce na które najbardziej liczyłem, też nie wypaliło. Nie dało rady dostać się do miejscówki. Mętlik w głowie się zrobił i w końcu (chyba z przekory) zdecydowałem na miejsce, które zawsze mnie korciło, po środku północnego brzegu. Nigdy nie udało mi się tam złowić nawet najmniejszej rybki... Tak! To będzie dobra miejscówka na testy!

Kolejne wyjazdy nad jezioro, to już z siekierą i piłą motorową aby przygotować sobie wygodne stanowisko i dojście do linii wody. Po wykarczowaniu kilku drzew i kawałka brzegu z krzaków, moja miejscówka naprawdę zaczęła mi się podobać. Nie spodziewałem się, że będę tu miał tak wygodnie i że będzie taki dostęp do sporego obszaru wody. Nawet mój przyjaciel Lee był zachwycony. Pomógł mi w przygotowaniach z nadzieją, że też będzie z niej korzystał do połowu karpi.







Jeszcze tylko wypadałoby nieco dokładniej zbadać jak przebiega dno i jak układają się prądy? A że na szczupaka jeszcze czas, bo dopiero kwiecień, więc postanowiłem spokojnie wybadać sytuację, jak się ryba tam kręci. Także wypróbować w nowej miejscówce, jak się sprawi wiosenny leszczyk. Myślę sobie, że jeśli leszcza tu dostanę, to i szczupak podejdzie.
I rzeczywiście! Kilka leszczowych zasiadek potwierdziło moje nadzieje



A nawet trafił się przyłów szczupaka na moją leszczową przystawkę!



Biedny szczupaczek pływał wycieńczony z zerwanym zestawem żywcowym.



Miał jednak fart, że akurat trafił na mnie i zaczepił jedną zwisającą z paszczy kotwiczką o moją żyłkę. Był tak słaby, że na żyłce 0.14 wyciągnąłem go z wody jak sznurówkę ze ślubnych lakierków. Nie miał siły do stawiania oporu. Ludzka głupota nie zna granic! Trzeba naprawdę nie mieć rozumu, żeby montować zestaw na szczupaka z przyponem, który wytrzymałby odjazd rekina i żyłką główną, która nadaje się na płotkę!

Nadszedł maj. Niestety, szczupak ciągle jeszcze na tarle. Nie mogąc się już doczekać, co kilka dni jeżdżę nad jezioro w celu sprawdzenia. Woda ciągle jeszcze za zimna. 12 maja, po kilku słonecznych i ciepłych dniach jadę ze spinningiem. Roślinność wskazuje że szczupak powinien już być po tarle.



Łowię szczupaka. Ma ok 70 cm i jeszcze ocieka mleczem.



Postanowiłem odczekać jeszcze tydzień. Niech sobie spokojnie dokończą zabawę w tatusia i mamusię. W kalendarzu zaznaczam sobie datę 22 maja. Mam wolne popołudnie. Hurra! Zbliża się "chwila prawdy"!

Dziękuję za wytrwałość wszystkim, którzy doczytali mój wpis do końca.
Część druga - relacja z testu w plenerze - wkrótce

Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Brak uprawnie

Zaloguj si aby widzie komentarze

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]

Wygenerowano w sekund: 0.03
12,123,306 unikalne wizyty